Luxembourg

była krótka przerwa (może zresztą i nie taka krótka), ale ostatni miesiąc był bardzo intensywny. weekendy na południu, w Polsce, w Luxie, no i oczywiście w każdy weekend spędzony w Paryżu goście 🙂

ostatnio chyba dopadł mnie lekki kryzys, jeśli chodzi o życie na obczyźnie. w sumie jest mi dobrze i fajnie, i odnajduję się tu, ale jednak to nie Polska. nie ma tu moich najbliższych znajomych, mojej rodziny, psa, serków wiejskich (!) itd. itp. owszem, będzie mi przykro za te dwa miesiące zostawić Paryż, ale na pewno będę wracać z przyjemnością do Warszawy. szum tych drukarek w biurze doprowadza mnie już do szewskiej pasji, a zapach tego tuszu przyprawia o mdłości. ten brak logiki, którym się tutaj przejawiają w trakcie pracy już coraz bardziej mnie dołuje i coraz rzadziej mnie bawi. a nasze nowe biuro w Warszawie jest takie ładne i takie ciche i takie oh i ah! ale cóż no, z drugiej strony patrząc w Warszawie sobie nie pójdę na 1,5 godzinny lunch za 2,41 EUR 😀 w Warszawie też nie usiądę sobie nad kanałem St Martin z butelką dobrego wina kosztującego grosze, a już na pewno, ale to na pewno nie zobaczę migoczącej Wieży Eiffle’a z Trocadero w trochę międzynarodowym, ale jakże przemiłym towarzystwie (taki tam perfect moment). także nie ma tego złego, właściwie, jakby nie patrzeć. a październik coraz bliżej 🙂

jeśli chodzi o Luxembourg to zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie – miasto jest bardzo przyjemne, mogłabym tam zamieszkać. nie zmienia to jednak faktu, że Lux okropnie mnie zniszczył i myślałam, że nie tknę alkoholu przez najbliższe 4 dni. niepotrzebnie. napiłam się już po dwóch 😛

w związku z tym, że zdjęć za wiele nie zrobiłam, a jeśli już coś zrobiłam to raczej bez pomyślunku, to wrzucam mix wszystkiego.

Luxembourg mix

Reklamy