Malinowo

Może to trochę absurdalne, ale dla bandy ziomków, którzy wpadają wieczorem na mecz, zrobiłam deser z malinami 😀 Podejrzewam, że mocno się zdziwią, natomiast nie sądzę, żeby mieli narzekać 😉 Dieta dietą, ale czasami słodkości dają dużo szczęścia i nikt mi nie powie, że domowy deser to największy grzech świata (nawet mając taką korbę w głowie jak ja).

Czuję się tak strasznie przemęczona tym swoim korpo. Coraz bardziej z każdym dniem. I owszem niby je lubię i lubię swoją pracę i ogólnie nie pracowałabym tam, gdybym się w tym nie odnajdywała, ale jednak w pewnym momencie zaczęło mnie to miejsce jakoś uwierać. Czuję potrzebę kajcenia, chillowania i łapania endorfin gdzie tylko się da. Praca w biurze zaczęła mnie przytłaczać i w pewnym sensie ograniczać. Plany zmian są już jednak w kreacji i cieszy mnie to bardzo, i daje dużo nadziei.

A oprócz tego… jakoś spodobało mi się w Lublinie po ostatnim weekendzie. Tak fajnie było włóczyć się po mieście, poznawać nowych, pozytywnych ludzi i prowadzić długie, wkręcone rozmowy z kimś, kto wydaje się mieć podobne podejście do życia. I choć miałam za szybko nie wracać to w związku z tym, że Lu przyjeżdża z Danii, w czwartek prosto po pracy wyruszę w trasę. Obydwu nam potrzeba trochę oczyścić umysł, a wyrwanie się z codziennego otoczenia to najlepszy sposób. Tak więc zrobimy to za pomocą wódki znając życie, ale najważniejsze, żeby zadziałało 😀

deser z malinkami1

Reklamy